czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział III


III

 

     Gdy dotarłam do domu babci, było już grubo po pierwszej. Weszłam po cichu na ganek, nie za bardzo wiedząc, jakiej reakcji babci się spodziewać. Zdjęłam buty i bezszelestnie wkradłam się do środka. Od razu poczułam spojrzenie babci na swoich plecach. Odwróciłam się i uśmiechnęłam beznamiętnie. Babcia podeszła do mnie, odgarnęła kosmyk włosów, który opadł mi na oczy i wpatrywała się we mnie w milczeniu przez dobre kilka chwil. Po czym powiedziała spokojnie, lecz dobitnie:

-Życie się na tym nie kończy- i przytuliła mnie do siebie.

Chciałam się wyrwać z jej uścisku i krzyknąć prosto w twarz, że nie jestem już dzieckiem, że umiem sama sobie radzić z problemami, które podsyła mi życie, ale nie zrobiłam tego. Dlaczego? Przypomniałam sobie słowa Wiktora, że mam babci nic nie mówić, więc nie wyrwałam się z uścisku, lecz potulnie powiedziałam:

-Wiem babciu…

Stałyśmy tak przez jakąś minutę, po czym babcia puściła mnie, a ja poszłam prosto do gościnnego pokoju, w którym zawsze spałam, kiedy przyjeżdżałam do babci. Kiedy weszłam do środka, rozejrzałam się wkoło. Nie było ani śladu po obecności Moniki. Otworzyłam szafę, lecz ujrzałam tam tylko moje ubrania. Odetchnęłam z ulgą, że mogę zapomnieć o tym niecodziennym wydarzeniu. Czy nie miałam wyrzutów sumienia? Nie, ani na chwilę, poczułam tylko wściekłość, lecz nie na siebie tylko na Monikę, po co ona tu ze mną przyjeżdżała? Żeby namieszać mi w życiu?! Sama była sobie winna, przecież nikt nie kazał jej biec na oślep!

Z takimi odczuciami i myślami wparowałam do łazienki, aby się wykąpać i zapomnieć o wczorajszej nocy. Kiedy myślałam tak o niej, zobaczyłam w lustrze jej twarz z uśmieszkiem wyższości, którym obdarzała zawsze zbyt natrętnych chłopaków. Poczułam jeszcze większą wściekłość i rzuciłam ręcznikiem w lustro. Wtedy ujrzałam TO, znamię w kształcie paproci zaczynające się gdzieś pod piersiami i kończące się tuż na biodrami. Czytałam, że uderzenie pioruna takie zostawia. A więc nie dało się ukryć, że uderzył we mnie piorun. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy powinnam powiedzieć o tym rodzicom lub babci, jednakże odrzuciłam tę myśl, wiedząc, że zaraz zabraliby mnie do lekarza albo jeszcze lepiej, do szpitala.

„Może niech zabiorą mnie od razu do psychiatryka”- pomyślałam kwaśno, wchodząc do wanny pełnej cieplutkiej wody.

„A poza tym- myślałam dalej- skoro przeżyłam, to chyba wystarczający dowód, że nic mi nie jest, a to, co się wydarzyło, powinno pozostać tajemnicą.”

„A jeżeli ten lekarz wykryje u mnie jakąś śmiertelną chorobę, będzie mi kazał miesiącami leżeć w szpitalnym łóżku podłączonej do jakieś aparatury”- rozważałam ze zgrozą i aż mnie przeszły.

„Jeżeli mam umrzeć, to umrę, koniec i kropka”- pomyślałam zadowolona, że jeden problem mam z głowy, poza tym nie przepadam za lekarzami i szpitalami. Nic na to nie poradzę, że na zapach szpitala i samo jego wspomnienie wywołuje u mnie odruch wymiotny, Zanurzyłam się głębiej i poczułam, że oczy mi się zamykają…

     Obudził mnie lekki wstrząs, jakby kopnął mnie prąd. Ocknęłam się natychmiast i zdziwiona spostrzegłam, że leżałam cała pod wodą.

„Dziwne”- pomyślałam, po czym prędko wyszłam z wody i szybciutko się wytarłam. Wyglądałam wręcz żałośnie z tymi czarnymi kosmykami przyklejonymi do mojej twarzy. Wzięłam suszarkę, wysuszyłam włos, ubrałam się w świeże ubrania i z zadowoleniem spojrzałam w lustro.

„Jeszcze tylko lekki makijaż i jestem gotowa” – myślałam przeszukując swoją kosmetyczkę w poszukiwaniu tuszu do rzęs.

Kiedy byłam już pomalowana z satysfakcją spojrzałam na swoje lustrzane odbicie. Wtedy dostrzegłam, że coś się we mnie zmieniło. Stałam przez chwilę  i bacznie przyglądałam się każdemu szczegółowi swojej twarzy.

-Walerio, wszystko w porządku?- z rozmyśleń wyrwał mnie głos babci.

-Tak, oczywiście, zaraz wychodzę – odparłam pakując kosmetyki.

-Nie śpiesz się, po prostu martwiłam się, bo już od ponad godziny siedzisz w łazience- powiedziała babcia.

Spakowałam wszystko i jeszcze raz tylko przelotnie spojrzałam na swoje odbicie i już dotknęłam klamki, żeby wyjść, kiedy uzmysłowiłam sobie, że to oczy. Szybko wróciłam do lustra i spojrzałam jeszcze raz w lustro

„Tak, to oczy się zmieniły”- pomyślałam i przyjrzałam się im uważnie. Do tej pory były brązowe, matowe i praktycznie nic nie wyrażały. Teraz były ciemniejsze, na pierwszy rzut oka nawet czarne, bardziej błyszczące i jak wpatrywało się w nie dłużej, miało się wrażenie, że wpadło się w czarną dziurę i leciało się bez końca. Aż musiałam mrugnąć, żeby się nie „utopić”.

„Jak to śmierć potrafi zmienić człowieka”- pomyślałam i uśmiechnęła się gorzko do lustra.

 

 

****

 

Kiedy wyszłam z łazienki, a właściwie wybiegłam, wpadłam na babcię.

-Uważaj- krzyknęła z uśmiechem widząc mają zadowoloną minę – bo pranie mi wywalisz.

-Ojej, przepraszam- odparłam zbierając bieliznę, która wypadła z miski z praniem.

- Wyglądasz jakoś inaczej- powiedziała babcia z zastanowieniem- lepiej- dodała po chwili.

-Wiem- odrzekłam zmierzając w stronę schodów- Idę się przejść.

-Dobrze- zgodziła się- tylko nie chodź za długo!

-Wiem, wiem- odpowiedziała ściągając bluzę z wieszaka.

-A może zjesz coś?- spytała z zatroskaną miną- w ogóle nic dzisiaj nie zjadłaś! Mam obiad, mogę Ci odgrzać.

Nie chciałam powiedzieć, że jadłam śniadanie u Wiktora, bo nie wyszło by to na dobre…

-Kupię sobie coś po drodze- powiedziałam wkładając buty

-Dobrze, w takim razie dam Ci pieniądze- odparła babcia stawiając miskę z praniem na ziemi i schodząc na dół po torebkę- Najbliższy sklep jest oddalony o 2 km, gdzie się wybierasz, skoro twierdzisz, że to „ po drodze”?

-Sama nie wiem- odrzekłam po chwili zastanowienia- gdzieś się przejść.

-Dobrze- odpowiedziała zrezygnowana babcia wręczając mi pieniądze- tylko proszę bądź na kolacji, wiesz przecież, że nie lubię, jak jesteś cały dzień bez porządnego posiłku…

- Wiem babciu, wiem- odparłam ściskając ją i wychodząc- obiecuję, że będę na kolacji.

- Mam nadzieję… - odrzekła babcia, kiedy zamykam już drzwi.

    Powietrze było wilgotne i rześkie, mimo że od trzech dni nie padało. Było trochę chłodno, więc zapięłam bluzę i raźnym krokiem ruszyłam przed siebie. Szłam myśląc o wszystkim i o niczym. Moniki jednakże nie było już w moich myślach. Po drodze weszłam do sklepu i kupiłam sobie coś do jedzenia, po czym poszłam dalej. Zatrzymała się dopiero po jakiś dwóch, może trzech godzinach, nad malutkim strumyczkiem. Usiadłam na kamieniu i zajadałam się zakupioną wcześniej drożdżówką. Wpatrywałam się w szybki nurt strumienia i wtedy zauważyłam mały wir wodny. Podeszłam bliżej i pomyślałam, że ta rzeczka idealnie ilustruje moje życie. Było gładko, potem pojawiło się zawirowanie, a następnie płynie dalej prosto i bez zakłóceń.

„Przynajmniej przez te kilka godzin”- dodałam w duchu, nie chcąc zapeszyć. Włożyłam rękę do wody, silny prąd łaskotał mnie lekko, czułam się naprawdę szczęśliwa. Jednak nic nie trwa wiecznie, po chwili wstałam i czar tamtej chwili prysnął. Postanowiłam iść dalej. Po jakiś dwudziestu metrach wdepnęłam w psią kupę.

„Niech to szlag”- zaklęłam pod nosem i oparłam się o skrzynkę elektryczną i zaczęłam powoli patykiem ściągać to coś, co bez mojej zgody przyczepiło się do podeszwy moich ulubionych tenisówek.

„Cholerne kundle!”- wściekłam się w duchu i wtedy poczułam wstrząs ze skrzynki. Cofnęłam rękę i uważnie przyjrzałam się skrzynce, lecz nic specjalnego nie dostrzegłam. Jeszcze raz oparłam się o skrzynkę i dalej zaczęła czyścić buta, klnąc w myślach. Znowu poczułam wstrząs. Teraz to było już zdecydowane przegięcie! Dotknęłam jeszcze raz skrzynki i powiedziałam głośno i ze zdenerwowaniem: „Niech to szlag”-wstrząs; „Cholerny dzień” – wstrząs, po czym spokojnie i bez większych emocji: „Uwielbiam spacerować”- nic… Gdyby ktoś to widział, to uznałby , że jestem nienormalna, ale trudno. Musiałam się przekonać, czy to ja powoduję te wstrząsy. Niestety przekonałam się, że ja… Nie mogłam w to uwierzyć.

„To wszystko przez ten cholerny piorun!”- pomyślałam z niesmakiem i usłyszałam trzask z tej nieszczęsnej skrzynki… Westchnęłam i powolnym krokiem ruszyłam w kierunku domu. Wpatrywałam się w swoje dłonie z niedowierzaniem i powątpiewaniem.

„Przecież to niemożliwe”- myślałam.

„ To wszystko przez Monikę!”- pomyślałam i ze złością kopnęłam kamyk, który leżał na drodze, jednak tym razem nie zwracałam już uwagi na trzaskającą skrzynkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz