III
Gdy dotarłam do
domu babci, było już grubo po pierwszej. Weszłam po cichu na ganek, nie za
bardzo wiedząc, jakiej reakcji babci się spodziewać. Zdjęłam buty i
bezszelestnie wkradłam się do środka. Od razu poczułam spojrzenie babci na
swoich plecach. Odwróciłam się i uśmiechnęłam beznamiętnie. Babcia podeszła do
mnie, odgarnęła kosmyk włosów, który opadł mi na oczy i wpatrywała się we mnie
w milczeniu przez dobre kilka chwil. Po czym powiedziała spokojnie, lecz
dobitnie:
-Życie się na tym nie kończy- i przytuliła mnie do siebie.
Chciałam się wyrwać z jej uścisku i krzyknąć prosto w twarz,
że nie jestem już dzieckiem, że umiem sama sobie radzić z problemami, które
podsyła mi życie, ale nie zrobiłam tego. Dlaczego? Przypomniałam sobie słowa
Wiktora, że mam babci nic nie mówić, więc nie wyrwałam się z uścisku, lecz
potulnie powiedziałam:
-Wiem babciu…
Stałyśmy tak przez jakąś minutę, po czym babcia puściła
mnie, a ja poszłam prosto do gościnnego pokoju, w którym zawsze spałam, kiedy
przyjeżdżałam do babci. Kiedy weszłam do środka, rozejrzałam się wkoło. Nie
było ani śladu po obecności Moniki. Otworzyłam szafę, lecz ujrzałam tam tylko
moje ubrania. Odetchnęłam z ulgą, że mogę zapomnieć o tym niecodziennym
wydarzeniu. Czy nie miałam wyrzutów sumienia? Nie, ani na chwilę, poczułam
tylko wściekłość, lecz nie na siebie tylko na Monikę, po co ona tu ze mną przyjeżdżała?
Żeby namieszać mi w życiu?! Sama była sobie winna, przecież nikt nie kazał jej
biec na oślep!
Z takimi odczuciami i myślami wparowałam do łazienki, aby
się wykąpać i zapomnieć o wczorajszej nocy. Kiedy myślałam tak o niej,
zobaczyłam w lustrze jej twarz z uśmieszkiem wyższości, którym obdarzała zawsze
zbyt natrętnych chłopaków. Poczułam jeszcze większą wściekłość i rzuciłam
ręcznikiem w lustro. Wtedy ujrzałam TO, znamię w kształcie paproci zaczynające
się gdzieś pod piersiami i kończące się tuż na biodrami. Czytałam, że uderzenie
pioruna takie zostawia. A więc nie dało się ukryć, że uderzył we mnie piorun.
Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy powinnam powiedzieć o tym rodzicom
lub babci, jednakże odrzuciłam tę myśl, wiedząc, że zaraz zabraliby mnie do
lekarza albo jeszcze lepiej, do szpitala.
„Może niech zabiorą mnie od razu do psychiatryka”-
pomyślałam kwaśno, wchodząc do wanny pełnej cieplutkiej wody.
„A poza tym- myślałam dalej- skoro przeżyłam, to chyba
wystarczający dowód, że nic mi nie jest, a to, co się wydarzyło, powinno
pozostać tajemnicą.”
„A jeżeli ten lekarz wykryje u mnie jakąś śmiertelną
chorobę, będzie mi kazał miesiącami leżeć w szpitalnym łóżku podłączonej do
jakieś aparatury”- rozważałam ze zgrozą i aż mnie przeszły.
„Jeżeli mam umrzeć, to umrę, koniec i kropka”- pomyślałam
zadowolona, że jeden problem mam z głowy, poza tym nie przepadam za lekarzami i
szpitalami. Nic na to nie poradzę, że na zapach szpitala i samo jego
wspomnienie wywołuje u mnie odruch wymiotny, Zanurzyłam się głębiej i poczułam,
że oczy mi się zamykają…
Obudził mnie
lekki wstrząs, jakby kopnął mnie prąd. Ocknęłam się natychmiast i zdziwiona
spostrzegłam, że leżałam cała pod wodą.
„Dziwne”- pomyślałam, po czym prędko wyszłam z wody i
szybciutko się wytarłam. Wyglądałam wręcz żałośnie z tymi czarnymi kosmykami
przyklejonymi do mojej twarzy. Wzięłam suszarkę, wysuszyłam włos, ubrałam się w
świeże ubrania i z zadowoleniem spojrzałam w lustro.
„Jeszcze tylko lekki makijaż i jestem gotowa” – myślałam
przeszukując swoją kosmetyczkę w poszukiwaniu tuszu do rzęs.
Kiedy byłam już pomalowana z satysfakcją spojrzałam na swoje
lustrzane odbicie. Wtedy dostrzegłam, że coś się we mnie zmieniło. Stałam przez
chwilę i bacznie przyglądałam się
każdemu szczegółowi swojej twarzy.
-Walerio, wszystko w porządku?- z rozmyśleń wyrwał mnie głos
babci.
-Tak, oczywiście, zaraz wychodzę – odparłam pakując
kosmetyki.
-Nie śpiesz się, po prostu martwiłam się, bo już od ponad
godziny siedzisz w łazience- powiedziała babcia.
Spakowałam wszystko i jeszcze raz tylko przelotnie
spojrzałam na swoje odbicie i już dotknęłam klamki, żeby wyjść, kiedy
uzmysłowiłam sobie, że to oczy. Szybko wróciłam do lustra i spojrzałam jeszcze
raz w lustro
„Tak, to oczy się zmieniły”- pomyślałam i przyjrzałam się im
uważnie. Do tej pory były brązowe, matowe i praktycznie nic nie wyrażały. Teraz
były ciemniejsze, na pierwszy rzut oka nawet czarne, bardziej błyszczące i jak
wpatrywało się w nie dłużej, miało się wrażenie, że wpadło się w czarną dziurę
i leciało się bez końca. Aż musiałam mrugnąć, żeby się nie „utopić”.
„Jak to śmierć potrafi zmienić człowieka”- pomyślałam i
uśmiechnęła się gorzko do lustra.
****
Kiedy wyszłam z łazienki, a właściwie wybiegłam, wpadłam na
babcię.
-Uważaj- krzyknęła z uśmiechem widząc mają zadowoloną minę –
bo pranie mi wywalisz.
-Ojej, przepraszam- odparłam zbierając bieliznę, która
wypadła z miski z praniem.
- Wyglądasz jakoś inaczej- powiedziała babcia z
zastanowieniem- lepiej- dodała po chwili.
-Wiem- odrzekłam zmierzając w stronę schodów- Idę się
przejść.
-Dobrze- zgodziła się- tylko nie chodź za długo!
-Wiem, wiem- odpowiedziała ściągając bluzę z wieszaka.
-A może zjesz coś?- spytała z zatroskaną miną- w ogóle nic
dzisiaj nie zjadłaś! Mam obiad, mogę Ci odgrzać.
Nie chciałam powiedzieć, że jadłam śniadanie u Wiktora, bo
nie wyszło by to na dobre…
-Kupię sobie coś po drodze- powiedziałam wkładając buty
-Dobrze, w takim razie dam Ci pieniądze- odparła babcia
stawiając miskę z praniem na ziemi i schodząc na dół po torebkę- Najbliższy
sklep jest oddalony o 2 km, gdzie się wybierasz, skoro twierdzisz, że to „ po
drodze”?
-Sama nie wiem- odrzekłam po chwili zastanowienia- gdzieś
się przejść.
-Dobrze- odpowiedziała zrezygnowana babcia wręczając mi
pieniądze- tylko proszę bądź na kolacji, wiesz przecież, że nie lubię, jak
jesteś cały dzień bez porządnego posiłku…
- Wiem babciu, wiem- odparłam ściskając ją i wychodząc-
obiecuję, że będę na kolacji.
- Mam nadzieję… - odrzekła babcia, kiedy zamykam już drzwi.
Powietrze było
wilgotne i rześkie, mimo że od trzech dni nie padało. Było trochę chłodno, więc
zapięłam bluzę i raźnym krokiem ruszyłam przed siebie. Szłam myśląc o wszystkim
i o niczym. Moniki jednakże nie było już w moich myślach. Po drodze weszłam do
sklepu i kupiłam sobie coś do jedzenia, po czym poszłam dalej. Zatrzymała się
dopiero po jakiś dwóch, może trzech godzinach, nad malutkim strumyczkiem.
Usiadłam na kamieniu i zajadałam się zakupioną wcześniej drożdżówką.
Wpatrywałam się w szybki nurt strumienia i wtedy zauważyłam mały wir wodny.
Podeszłam bliżej i pomyślałam, że ta rzeczka idealnie ilustruje moje życie.
Było gładko, potem pojawiło się zawirowanie, a następnie płynie dalej prosto i
bez zakłóceń.
„Przynajmniej przez te kilka godzin”- dodałam w duchu, nie
chcąc zapeszyć. Włożyłam rękę do wody, silny prąd łaskotał mnie lekko, czułam
się naprawdę szczęśliwa. Jednak nic nie trwa wiecznie, po chwili wstałam i czar
tamtej chwili prysnął. Postanowiłam iść dalej. Po jakiś dwudziestu metrach
wdepnęłam w psią kupę.
„Niech to szlag”- zaklęłam pod nosem i oparłam się o
skrzynkę elektryczną i zaczęłam powoli patykiem ściągać to coś, co bez mojej
zgody przyczepiło się do podeszwy moich ulubionych tenisówek.
„Cholerne kundle!”- wściekłam się w duchu i wtedy poczułam
wstrząs ze skrzynki. Cofnęłam rękę i uważnie przyjrzałam się skrzynce, lecz nic
specjalnego nie dostrzegłam. Jeszcze raz oparłam się o skrzynkę i dalej zaczęła
czyścić buta, klnąc w myślach. Znowu poczułam wstrząs. Teraz to było już
zdecydowane przegięcie! Dotknęłam jeszcze raz skrzynki i powiedziałam głośno i
ze zdenerwowaniem: „Niech to szlag”-wstrząs; „Cholerny dzień” – wstrząs, po
czym spokojnie i bez większych emocji: „Uwielbiam spacerować”- nic… Gdyby ktoś
to widział, to uznałby , że jestem nienormalna, ale trudno. Musiałam się
przekonać, czy to ja powoduję te wstrząsy. Niestety przekonałam się, że ja… Nie
mogłam w to uwierzyć.
„To wszystko przez ten cholerny piorun!”- pomyślałam z
niesmakiem i usłyszałam trzask z tej nieszczęsnej skrzynki… Westchnęłam i
powolnym krokiem ruszyłam w kierunku domu. Wpatrywałam się w swoje dłonie z
niedowierzaniem i powątpiewaniem.
„Przecież to niemożliwe”- myślałam.
„ To wszystko przez Monikę!”- pomyślałam i ze złością
kopnęłam kamyk, który leżał na drodze, jednak tym razem nie zwracałam już uwagi
na trzaskającą skrzynkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz